,,Tak nad brzegiem przepaści ostatni wysiłek częstokroć o ocaleniu stanowi.''
- Henryk Sienkiewicz „Potop"
Prze kolejny tydzień, Dante omijał Juliet z niewiadomych powodów. Jul nudziła się jak nigdy. Zabronione zostało wychodzenie przez nią z domu, bali się że pozabija ludzi. Po co ma zabijać ludzi skoro ma pełno woreczków z krwią w lodówce. Ona nie chciała zabijać, to było nie dla niej. Zabić niewinnego człowieka? Obiecała, że tego nie zrobi.
Przez cały tydzień słuchała opowieści Oscara pod tytułem: Będziesz pić świeżą krew. Opowiadał, że jest słodka i sycąca. Potrafi uzależnić młodego wampira, tak że będzie zabijał wszystko gdzie będzie płynęła krew. Wystawiała też swoje wampirze zdolności na próbę: wzrok, słuch, węch, siłę, szybkość. Każda z tych czynności została ulepszona, a ona miała jakąś rozrywkę.
Piątego dnia odseparowania od świata dostała telefon od ojca, który był wkurzony, jak i troskliwy. Wyobrażała sobie co musiał przeżyć przez te dni, pewnie myślał, że została zabita. Nie chciała, aby musiał to przeżyć, ale nie mogła także kontaktować się z ikim.
- Tato... Ja wyjechałam do przyjaciół, żeby odpocząć...- nie lubiła go oszukiwać, wszyscy inni byli jej obojętni tylko nie on.
Wypuścił głośno pietrze.
- Córeczko, mogłaś zadzwonić. Dobrze, że nic ci się nie stało.- w jego głosie dało się usłyszeć wyraźną ulgę.
- Tak... My... My wyłączyliśmy telefony.
Chociaż nie czuła się z tym dobrze musiała mu powiedzieć kłamstwo. No bo raczej nie powie mu coś w stylu : " Tato, ja zostałam nieumarłą, będę żyła wiecznie. A i wiesz, że żywię się krwią? Jest naprawdę dobra, powinieneś podawać ją w swoich restauracjach.
Usiadła na kanapie, próbując uciec od wścibskiego, ale i zabawnego Nicka, który wypominał jej że nie może pić alkoholu przez reztę swojego życia, wiecznego życia. Nie wiedziała jak Ana może z nim wytrzymać, dosłownie buzia mu się nie zamykała. Juliet przerażała myśl ile chłopak wypowiada słów na sekundę, a co dopiero na minutę. Potrafił mówić o wszystkim i jednocześnie o niczym. Zawsze znajdował dobrą stronę w każdej sytuacji, w przeciwieństwie do Oscara, który zawsze wszystko musiał przemyśleć. Każdy plus i minus sytuacji musiał zostać przemyślany, aby podjął decyzję. Ana znowu była podobna do Nicka w wyglądzie i zachowaniu. Była szalona i pochopnie podejmowała decyzję o wszystkim. No, ale trzeba było jej przyznać, że była piękna.
- Aniołku, czy ty przede mną uciekasz- zapytał Nick siadając obok mnie.
- Tak.
- Nie rań moich uczuć- na jego twarzy dało się zobaczyć udawany ból.
- Wybacz...- powiedziała cicho z uśmiechem.
Przytulił ją śmiejąc się.
- Byłaś już na polowaniu?
Pokręciła głową, nie wiedziała, że w ogóle miała iść na polowanie. Dante przez cały tydzień ją unikał, a z tego co usłyszała to on powinien ją uczyć. Ana przy wypadku była tak spanikowana, że nie wiedziała co zrobić, a Dante postanowił zachować zimną krew i przemienić ją w wampira. Wiedział jaka to odpowiedzialność lecz zrobił to, więc teraz miał być jej "niańką". Teraz raczej nie wywiązywał się ze swojej roli.
W oczach Nicka zobaczyła złość. Sekundę później przerzucił ją sobie przez ramie, jak worek ziemniaków. Szedł powoli lecz pewnie w stronę schodów. Szarpała się, lecz on i tak niósł ją, jakby nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
- Puszczaj- warknęła.
- Za tą piękną twarzyczką anielicy, kryje się diablica.- powiedział wesoły.- gdybyś się nie szarpała bylibyśmy tam już.
- Gdzie?!
- Aniołku, bo będę ci mówił Diabełku.
Westchnęła. Już przez tak krótki czas zdążyła zauważyć, że Nick tylko czeka, aby straciła panowanie nad sobą. Dążył do tego każdego dnia, lecz jeszcze mu się nie udało. Za to Analyssa każdego dnia krzyczała na niego, a potem śmiała się z nim. Widać było, że byli z sobą zżyć.
- Dante! Wchodzę- krzyknął wkurzony Nickolas. Dla Juliet zawsze miły, nie koniecznie dla innych.
- Puścisz mnie? - zapytała z nadzieją w głosie, gdy stał przed drzwiami.
Pisnęła gdy Nick kopnięciem wyrwał drzwi z zawiasów.
- Ty jesteś nienormalny! Serio? Wyważyć drzwi możesz, ale otworzyć jak człowiek to nie!- krzyczała nadal wisząc na jego ramieniu. Naprawdę się przestraszyła, musiała także przyznać, że był naprawdę kapryśny.
- Diabełku, nikt kto pije krew nie jest normalny.
Wzięła głęboki oddech celu uspokojenia się.
- Dante- powiedział groźnie Nick.- Przemieniłeś ją to się nią interesuj! Musisz ją nauczyć polować i jak ma zachowywać się przy ludziach.
- Nie pokazuj kłów- zwrócił się do Julie.- Teraz dajcie mi spokój. Idę do baru.
Nick puścił dziewczynę. Przyjrzała się wystrojowi pokoju, bo akurat ten pokój był dla niej zakazany. Nawet sama bała się o swoje życie dlatego nie wchodziła do jego pokoju. Ściany pomalowane na ciemno czerwony kolor, w centralnej części pokoju stało wielkie łóżko z bogato zdobionymi filarami. Musiała przyznać, że zdobienie filarów było piękne.
Gdy Nick otworzył usta, żeby coś powiedzieć, przerwała mu.
- Spokój chłopcy- stanęła między nimi.
- Dziewczyno, on cię musi uczyć!
- Ale nie chce! Weszłam od tak do waszego życia i zamieszkałam w domu. Dziewie się, że mnie nie wyrzuciliście. Do czego mogę się przydać? Do niczego, całymi dnia tylko siedzę .
Nie czekając na odpowiedź, wyszła kierując się do swojego pokoju. Od czasu zamieszkania w tym domu, cały czas coś jest nie tak. Nie chciała niszczyć ich małej rodziny, a tym bardziej nie chciała mieć takiego życia, jako piękna nieśmiertelna. Niestety takie dostała i nie miała na to wpływu, chociaż miała. Mogła przebić swoje serce drewnianym kołkiem, ale wtedy pokazałaby jakim jest tchórzem. Sama nie miała takiej odwagi, żeby zrobić coś takiego.
Otworzyła drzwi, wszystko w tym pokoju było takie jak pierwszego dnia. Nie zmieniła nic, nie czuła się tu jak w domu. Chciała, ale czuła się jak intruz. Tyle ubrań, tyle kosmetyków i nic nie kupione za jej pieniądze. Nienawidziła użalać się nad sobą.
Do pokoju weszła Ana ubrana w ciemne spodnie, kremową bluzkę i czarne szpilki. Za nią wszedł Dante. Patrzyli się dziwnie na stojącą w środku pokoju Juliet patrzącą na wszystko ze smutkiem i obrzydzeniem. Nie odzywali się do dziewczyny, a ona nie zwracała na nich uwagi. Usiadła na dywanie, zamykając oczy.
Jesteś intruzem, podpowiadał jej wewnętrzny głos.
Dante popatrzył w puste oczy dziewczyny i zaklną pod nosem.
- Ana wyjdź- powiedział twardo.
Ona zawahała się.
Jesteś nikim, znów odezwał się wewnętrzny głos.
- Wyjdź- powtórzył głośniej, a ona posłuchała go.
Usiadł przed dziewczyną, która patrzyła na coś za nim.
- Powinienem nie zostawić cię po przemianie...
- Niby czemu?- zapytała z kpiną w głosie.
- Młody wampir po przemianie przechodzi załamanie. Myśli o samobójstwie chodzą mu po głowie. Musi być przy nim wampir, który go przemienił.
Zaśmiała się, ale nie było słychać w nim wesołości. Co do myśli samobójczych trafił w dziesiątkę.
W jednej chwili po jej policzkach popłynął potok łez. Chciała zapaść się pod ziemię. Pokazała komuś jej słabość. Nigdy tego nie robiła takich rzeczy, ale wszystkie uczucia z całego jej życia, wylewały się od postacią słonej wody. Łez rozpaczy, łez złości, łez tęsknoty. Wszystko było trudne i tak samo bolesne.
Dante podniósł ją i zaniósł do jej wielkiego łóżka szepcząc słowa pocieszenia.
- Ona przeze mnie nie żyje- wyszlochała głośno.- gdybym poszła z nią, ona by żyła i nadal mi pomagała.
Kołysał ją dalej.
- Kochałam ją. Dzieliłam się wszystkim- zaśmiała się smutno.- Wszystko straciłam. Siostrę, matkę, a nawet ojca.
Siedziała tak na jego kolanach pod wpływem impulsu mówiąc mu o wszystkim co przeżyła. O Jennifer, o Devon. Jak chcą ją zniszczyć i wpoić, że nie nadaje się do niczego. Wyznała nawet, że chciała iść na sesję tylko po to, aby pokazać jej, że jest kimś. Opowiedziała o śmierci siostry i o tym jak matka gdy miała depresję przedawkowała narkotyki.
Powoli uspokajała się. Po tym jak powiedziała wszystko co ją gryzie czuła się o wiele lepiej. Dziwiła się co Dante robił w jej pokoju, przecież miał iść do baru.
- Zmieniłem zdanie- odpowiedział na jej nie zadane pytanie.
- Możesz nie czytać mi w myślach?- zapytała patrząc na niego groźnie.- Nawet nie wiesz jakie to denerwujące. Ty wiesz w każdej chwili co myślę. Nie jest to tyle denerwujące co straszne.
- Chyba lepiej, żebym to ja czytał w twoich myślach niż Nick- powiedział z leniwym uśmieszkiem.- I to nie moja wina, okej? Ty krzyczy w moją stronę pytaniami, więc nie czepiaj się teraz.
- Byś się zdziwił- odparła bawiąc się poduszką.
Dante zagwizdał głośno, a dziewczyna zakryła rękami uszy. Było to o wiele za głośno. Czuła nieznośny ból, który nie dawał jej spokoju dłuższą chwile po gwiździe.
- Głośniej- warknęła.
- Trzy, dwa, jeden- pstryknął palcami i w tym momncie do pokoju wpadli dosłownie wszyscy. Juli patrzyła na nich z zaszokowaniem gdy wszyscy w jednym momencie pchali się do drzwi.
Chłopak wygodniej rozłożył się na łóżku podkładając swoje ręce pod głowę, czekając aż wreszcie wejdą.
- Dobry jesteś- mruknęła z uznaniem- Nie możecie po kolei?
- Nie- odpowiedzieli chórem.
Pokręciła głową. Chociaż mieli po minimum pięćset lat, to i tak zachowywali się jak dzieci z przedszkola, które kierują się zasadą: Kto pierwszy ten mistrz, kto ostatni ten zgniłe jajo.
- Dziewczyny przodem- powiedział w końcu Amedeus.
Jeden dobrze wychowany, pomyślała Juliett.
Gdy Ana spokojnie weszła z dumnym uśmiechem na ustach, chłopy znów rzucili się na drzwi. Blondynka rozsiadła się na łóżku.
- Chłopcy- skarciła ich patrząc na swoje włosy.- gęsiego.
Chłopcy pokiwali głową i posłusznie weszli. Pierwszy oczywiście był Nick z małym uśmieszkiem na ustach. Juli uśmiechnęła się szczerze do niego. Musiała przyznać, że to z nim najbardziej się zżyła. Zawsze wesoły i szczery, nigdy nie owijał w bawełnę.
- Już?- upewnił się Dante nadal leżąc z zamkniętymi oczami. Nikt się nie odezwał, więc najprawdopodobniej stwierdził to za potwierdzenie, ponieważ ciągnął dalej.- Idziemy na obiad.
Juli patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami nie wiedząc o jaki obiad mu chodzi.
- Obiad... W knajpie.
Chyba śnisz, pomyślała.
Otworzył usta, aby coś do niej powiedzieć.
Wyłaź z mojej głowy! krzyknęła w myślach.
- Teraz krzyknęłam - powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
Spojrzał na nią tymi szarymi, zimnymi oczami. Powstrzymała zimny dreszcz, aby nie dać mu tej satysfakcji. Nie wiedziała dlaczego tak na nią działał, ale nigdy mu tego nie pokazywała. Twierdziła, że tak jest lepiej.
- Za bardzo bierzesz sobie do serca moje słowa- powiedział Nick.
Kiwnęła głową na znak, że ma rację.
- Nie masz wystawiać jej od razu na tak ciężką próbę.- dodał.
- Ja chodziłem po przemianie na przyjęcia do króla. Żyję?- zapytał retorycznie.- Gdybym pokazał swoje kły, On dałby mi kołek. O ile samby mnie nie zabił.
Juliet zastanawiała się o kim rozmawiali, lecz nie zostało jej dane poznania tajemnicy. Widziała że wszyscy rozmawiając o Nim są podenerwowani. Próbowali pokazywać, że są spokojni, lecz każdy kurczowo zaciskał pięści i szczękę, mięśnie mieli napięte. Doszła do wniosku że jest to ktoś, kto przemienił Dantego. Musiał być kimś naprawdę niebezpiecznym. Była pewna, że ona wcale nie będzie miała lżej od niego.
- On był tyranem- warknęła Ana.- Jest tyranem...
- Ale to ja przygotowuję ją do dalszego życia.- powiedział twardo.
Juliet wzięła głęboki wdech. Pomimo iż nie musiała tego robić tak często jak człowiek, to ją odprężało i dawało poczucie, że jest taka jak kiedyś. Dawało poczucie, że jest człowiekiem.
- Ana, przygotuj ją do wyjścia.- powiedział wychodząc. Za im poszli chłopcy. Juli była pewna, że Nick będzie się o nią kłócił.
Ana poszła do garderoby, aby wybrać coś dla brunetki. Sama miała wątpliwości czy uda jej się przeżyć resztę dnia. Przez cały ten czas nie widziała człowieka, a słyszała od Oscara, że ich serce bije naprawdę głośno. Co jeżeli nie wytrzyma? Co jeżeli ujawni się ludziom? Zapewne Dante przebije ją kołkiem, a ona zamieni się w proch.
- Mam!- wykrzyknęła Anallys.
Wyszła z garderoby niosąc w rękach ubrania. Rozłożyła czarne spodnie, jaeansową koszule i czerwone szpilki. Zestaw był naprawdę ładny, tylko nie szpilki, na których Jul dawno nie chodziła. Nawet nie chodziło o to, po prostu źle się w nich czuła.
- Nie masz płaskich butów?
- Masz długie, szczupłe nogi, zakładaj to wszystko. Bez gadania- dodała szybko.
Jęknęła cicho, lecz posłusznie poszła się przebrać. Ledwo co wyszła z łazienki, a Ana od razu posadziła ją na fotelu koło toaletki.
- Wyglądasz ślicznie. Uczeszemy cię i umalujemy, a będziez wyglądała idealnie. - mówiła jak katarynka kręcąc dziewczynie włosy na lokówkę.- Mężczyźni będą lecieli do ciebie z wywalonymi jęzorami.
Dziewczyna zaśmiała się cicho.
- Lubisz kogoś malować, ubierać, czesać?
- Oczywiście!
Po piętnastu minutach wyglądała jak zupełnie nie ona. Włosy opadały idealnymi lokami na plecy, usta podkreślone czarwoną szminką, rzęsy jeszcze dłuższe niż naturalnie. Dotknęła delikatnie włosów. Były takie ładne, musiała przyznać że z lokami było jej do twarzy.
- Wow- wydukała tylko.
- Poczekaj, lakier.- popryskała jej włosy sporą ilością lakieru, aby mieć pewność, że będą się trzymały. - Załóż okulary.
- Po co?
- Żebym miała pewność, że się nie wydasz.
Pokiwała głową zakładając ciemne okulary i czarną skórzaną kurtkę.
- Wyglądasz ślicznie!- krzyknęła Ana.
Powoli schodziła po schodach. Zaśmiała się w duchu przypominając sobie pierwszy upadek. Tym razem nic takiego się nie zdarzyło chociaż miała na nogach szpilki. Przed drzwiami stali już chłopy gotowi do drogi. Największe wrażnie zrobił na niej Dante ubrany w ciemne spodnie, szary obcisły T-shirt i glany. Wyglądał pięknie, lecz wiedząc, że może czytać w jej głowie zwróciła uwagę, aby się nie przewrócić.
- Okulary przeciwsłoneczne?- zapytał.
- Kacyk- powiedziała dumna z siebie Ana- Ale przyznajcie, że wygląda bajecznie.
Dante nie zwracał na nią uwagi, lecz reszta patrzyła jak w najpiękniejszy obrazek świata.
- Jedziemy?- zapytała w końcu mając dość spojrzeń.
Do jej ulubionej knajpy jechali kilkanaście minut co dowodziło, że nie daleko znajduje się jej mały domek. Knajpa urządzona była prosto lecz bardzo przytulnie. Boksy oddzielone czarnym drewnem, czerwone kanapy w krztałcie podkowy, a na środku czarny stół. Bar z ciemnego drewna, czerwone, wysokie krzesła barowe. To właśnie tu Juliet myślała, a może raczej miała nadzieję, że będzie pracować.
W barze było bardzo mało osób, lecz dziewczyna słyszała równomierne bicie serc i szum płynącej krwi w tentnicach. Poczuła mrowienie dziąseł, wzrok jeszcze bardziej się wyostrzył. Była przerażona. Dla uspokojenia zaczęła głęboko oddychać.
Sama jestem taka jak oni, pomyślała aby uwierzyć, moje serce bije. Właśnie przyszłam na wspaniały obiad.
-Boję się- szepnęła Nick'owi na ucho.
- Czemu?- zapytał z uśmiechem jak gdyby nigdy nic. Zachowywał się tak spokojnie.
Uśmiechnęła się lekko,a on pokazał ręką na usta. Momentalnie zacisnęła je w cienką linie. Cieszyła się z okularów.
- Nie denerwuj się- ana ścisnęła mocno jej rękę na dodanie otuchy.
Do ich stolika podeszła szczupła, czerwonowłosa dziewczyna o morskich oczach. Juliett dobrze znała tą kruszynę. Wyglądała na delikatną i spokojną, lecz taka nie była. Nie raz były na imprezie czy ognisku gdzie upijały się lub naćpały ze znajomymi. Juliet wiedząc, że narkotyki mogą zabić to i tak paliła i wciągała raz na kiedyś aby się rozerwać. Mel była jak siostra, zawsze miła, ale potrafiła dać motywację do zrobienia czegoś. Słuchała także mocnej muzyki takiej jak The Pretty Rackless czy Skillet (Czekoo_Ninja xDD ♥)
- Mel- przywitała się. Chciała wstać aby ją przytulić, lecz Dante popatrzył na nią groźnie ledwo zauważalnie kręcąc głową.
- Jul! To ty?- zapytała Melanie- Wyglądasz cudnie, jak nie ty. Czemu tak długo cię nie widziałam?
- Musiałam odpocząć- powiedziała szybko. Może nawet zbyt szybko.
- A to kto?- była to naturalna, wrodzona ciekawość Mel.
- Moi znajomi. - powiedziała z ciepłym uśmiechem zdejmując okulary. Miała nadzieję, że jej oczy miały normalny kolor pomimo tylu bijących serc.- Ana, Nick, Oscar, Amadeus, Dante.- przedstawiła wszystkich po kolei.
- Miło mi- powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
Zamówili jedzenie czekając na Mel. Po chwili do nozdrzy Jul dostał się słodko, kwaśny zapach. Krew! Zapach świeżej krwi, innej niż z woreczka. Podoba lecz całkowicie inna, naturalnie ciepła.
- Okulary- powiedział Nick.
Wypełniła przerażona jego polecenie.
- Chodź- Ana złapała ją za rękę chcąc wyprowadzić z budynku.
Gdy Juliett wstała zapach nasilił się, a ona chciała skosztować słodkiej krwi. Ana siłą wyciągnęła ją z pomieszczenia. Wzięła głeboki wdech chcąc zapomnieć o słodkim zapachu.